free counters

środa, 16 marca 2011

Początki mojej przygody z RPG



Dzisiejsza notka ma charakter nieco sentymentalny i traktuje o tym jak zacząłem grać w RPGi.
O ile pamięć mnie nie myli grać zacząłem około 14 lat temu w wakacje między IV, a V klasą podstawówki. Razem z ekipą kumpli i moim trenerem pojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej na obóz sportowy Kung Fu. Na miejscu, oprócz codziennych treningów zaczęliśmy oddawać się erpegowemu rozpasaniu. W tym miejscu należą się specjalne ukłony dla mojego serdecznego kumpla Ola,współuczestnika wyjazdu i znajomego z podstawówki,  który pokazał mi czym to całe RPG jest i z czym to się je. 

Pierwszym systemem w jaki zacząłem grać był rzecz jasna „jedyny słuszny“ przedstawiciel gatunku dark fantasy czyli pierwszoedycyjny Warhammer. W zasadzie pierwszy Młotek na tyle mocno spodobał się grupie, z która ówcześnie grałem, że przez najbliższych kilka lat graliśmy tylko w realiach „ponurego świata niebezpiecznych przygód“ modyfikując oraz łatając archaiczną i dziurawą mechanikę, wprowadzając własne, niejednokrotnie mocno przegięte pomysły. Okres w którym uczęszczałem do podstawówki i gimnazjum można swobodnie nazwać „latami erpegowego hedonizmu“ :) Spotykaliśmy się regularnie raz lub nawet dwa razy w tygodniu na długich trwających 6-8 godzin sesjach.   
W międzyczasie grupa graczy zmieniała się. Część ludzi odeszła, a inni zajęli ich miejsce. Epizodycznie zacząłem grać też w inne systemy, nie będące Warhammerem - były to głównie D&D 3ed, Zew Cthulhu, Dzikie pola, Wampir Maskarada i Wampir Mroczne Wieki, Neuroshima. 

Na studiach z wielu powodów miałem sporą bo prawie trzyletnia przerwę w graniu. Od tego czasu staram się grać regularnie. Spotykam się ze starą grupą przyjaciół, w której większość graczy zna się od szczenięcych lat podstawówki. Poza tym dzięki nieistniejącemu już Szperaczowi (wyszukiwarka graczy i MG) udało mi się dołączyć do drugiej grupy tworzonej przez dwóch starszych ode mnie o kilka lat graczy. 

Grając w RPGi nigdy nie miałem za dużego kontaktu z Fandomem. Zazwyczaj grałem we własnej dosyć hermetycznej grupce przyjaciół i bliskich znajomych. Rzadko bywałem na konwentach (może oprócz jednego Imladris i dwóch Polconów) i nie czytałem MiMów. Żyłem w błogiej nieświadomości nie wiedząc na przykład czym jest Jesienna Gawęda i czemu wywołuje tyle kontrowersji ;) Razem z grupą erpegowych zapaleńców graliśmy w najbardziej eksploatowany przez nas system (Warhammer, a jakże) intuicyjnie, „książkowo“ można powiedzieć. 

Co dało mi RPG?
W kwestii rozrywki trudno raczej o takie podsumowania. Daleki jestem od sakralizowania mojego hobby, przekonywania o tym że RPG to dziedzina sztuki (między epiką a dramatem), czy wreszcie twierdzeniu jakoby gry fabularne uczyły nie wiadomo jakich „miękkich“ umiejętności i podnosiły zdolności komunikacyjne, ułatwiały znalezienie pracy czy zapewniały powodzenie u płci przeciwnej. Sądzę, że w wymiarze rozrywki RPGi dały mi po pierwsze to co dobre filmy, książki czy gry komputerowe - masę frajdy. Po drugie gry fabularne mocno zintegrowały grupę moich znajomych. Nie twierdzę, że to RPGi nas połączyły, ale na pewno w jakimś stopniu scementowały naszą długoletnią przyjaźń.