Z idealnymi mistrzami gry jest jak z yeti – niby istnieją ale nikt ich nie widział na własne oczy. Doskonały MG to wysoce teoretyczny konstrukt, mniej więcej na miarę Weberowskich typów idealnych władzy lub idealnego modelu wolnego rynku, na którym do transakcji wymiany dóbr nie wtrącają się żadne podmioty zewnętrzne. Idealny MG czyli taki, który jest mistrzem narracji i improwizacji, śmieszy, tumani, przestrasza, a immersja na jego sesji graniczy z zaawansowanym rozdwojeniem jaźni u graczy. Potrafi słowem i gestem przerazić, wywołać potoki łez wzruszenia lub zachwycić pięknem rozbudowanego, homeryckiego opisu. Tja …. A świstak siedzi i zawija w sreberka …W rzeczywistości trudno mi uwierzyć w istnienie takiego „typu idealnego MG”. Naprawdę nie kupuję tego, że dojrzała i stabilna emocjonalnie osoba może się na sesji autentycznie przestraszyć albo wzruszyć do łez. Sam z perspektywy gracza nie mam aż tak wygórowanych wymagań w stosunku do prowadzącego. Jak dla mnie na sesji nie musi być sztucznej krwi ani nie wiadomo jakich rekwizytów, aby gracze dobrze się bawili. Nie jest to dla mnie niezbędnym elementem zabawy w gry fabularne.
W moim wysoce subiektywnym odczuciu istnieje kilka żelaznych elementów mistrzowania, dzięki którym będę mógł powiedzieć – „OK, sesja była udana”. Jako się rzekło na początku, wspomniane cechy dobrego MG nie mają wiele wspólnego z nieco jak na mój gust przejaskrawionym wyobrażeniem z początku posta. Dla mnie jest to raczej pewne wyliczenie (o bardzo, co jeszcze raz podkreślam, subiektywnym charakterze), zestaw moich skromnych życzeń, które decydują o tym czy uznam sesję za fajną.
Po pierwsze: Nie będziesz realizmem zanudzał gracza swego.
Nie lubię grania aspirującego do bycia 100 % odtwarzaniem rzeczywistości. Dla mnie realia świata w którym toczy się gra powinny być przede wszystkim spójne, a nie mimetyczne. Jeśli umawiamy się co do konwencji to dbamy o jej spójność – tyle i aż tyle. Jeśli jakiś pomysł jest ciekawy i spełnia swoją rolę w przyjętej koncepcji gry jednocześnie będąc kompletnie wyssanym z palca i nierealistycznym – bardzo dobrze! W moim skromnym odczuciu na sesji realizm w postaci drobiazgowego przetwarzania na mechanikę tego „jak to było naprawdę” niczemu nie służy. Może poza jednym – maksymalnym skomplikowaniem zasad gry i spowolnieniem akcji na sesji. Oczywiście MG powinien mniej więcej orientować się w realiach epoki jaką naśladuje dany setting, żeby nie popełniać jakichś rażących błędów merytorycznych. Kluczowym jest tutaj przyjęcie do wiadomości, że większość światów RPG udaje jakąś epokę historyczną, niejako przebiera się w jej kostium. Z niewielkimi wyjątkami (Dzikie Pola), gry fabularne nie aspirują do odtwarzania z pietyzmem mentalności, religijności, gospodarki, militariów, kultury realiów w których jest osadzona gra.
Weźmy przykład stereotypowego neverlandu fantasy. Skojarzenie z jaką epoką nam się nasuwa? Oczywiście – średniowiecze. Ale czy świat gry jest skonstruowany tak by odtwarzać realia europejskiego średniowiecza? Nie! Ludzie myślą pewnymi heurystykami, skojarzeniami, stereotypami. A co przeciętnemu graczowi RPG kojarzy się ze średniowieczem? Brud, smród, ubóstwo, zacofanie, fanatyzm religijny, eposy rycerskie, wojownicy zakuci od stóp do głów w blachy. I nie chodzi tu o to, że jak zakrzykną obrońcy prawdy historycznej i fascynaci wieków średnich taki obraz jest fałszywy. Oczywiście, takie wyobrażenie nie jest prawdziwe, ale obowiązujące. Wywołuje określone emocje i skojarzenia. Dlatego Marsellus Wallace w Pulp fiction, mówi do postrzelonego z shotguna Zeda – „zaraz przyjdą tu moje czarnuchy z palnikami acetylenowymi i zrobią ci z dupy jesień średniowiecza”.
Dlatego upieranie się z zażartością godną podziwu przy drobiazgowym odwzorowaniu na sesji broni i zasad jej działania jest dla mnie porażką. Podobnie jak granie z MG dla którego największym problemem konwencji jest to „ile mogła kosztować przeszywanica pod kolczugę w świecie gry biorąc pod uwagę, że za czasów Kazimierza Wielkiego…” Litości.
Po drugie: Mechanika i testy
Idealnym podejściem do mechaniki jest dla mnie jej realne użycie na sesji. Znaczy to mniej więcej tyle, że prowadzący UŻYWA mechaniki nie tylko podczas walki. Nie lubię podejścia bezkostkowego, gdzie gra traci jakiekolwiek zasady i reguły na rzecz subiektywnego osądu MG. Po to ktoś tę mechanikę stworzył, aby ułatwić grę i łatwiej przedstawić konwencję. Nie mam tu na myśli turlania przy każdej okazji, nawet w momentach gdzie zgodnie z konwencja można rozstrzygnąć czy coś wyjdzie czy nie. Podobnie nie jestem fanem zbyt skomplikowanych mechanik. Chodzi tu po prostu o zdrowe podejście i relacje zasady – opowieść.
Ponadto uważam, że znakomita większość testów jakie wykonuje gracz na sesji powinna być jawna. Jasne, transparentne zasady według, których wiem czy coś mi wyjdzie czy nie. Nadmierna „gra w pokera” moim zdaniem za bardzo antagonizuje relacje Mistrz Gry – Gracze i wcale nie służy budowie aury tajemniczości na sesji. Przeciwnie irytuje mnie sytuacja, gdy wykonuje setki rzutów nie wiadomo po co, mając jednocześnie świadomość, że MG może dowolnie kantować i manipulować wynikami testów.
Po trzecie: Traktuj gracza jak sam chciałbyś być traktowany
MG , u którego chętnie zagram ma nad łóżkiem zawieszoną tabliczkę z napisem „I was born to make U happy”. Nie zamęcza co prawda graczy na sesji piosenkami Britney Spears, ale stosuje się do tej dewizy. MG to facet, który ma sprawić by gracze dobrze się bawili. Bierze na klatę odpowiedzialność za udany piątkowy wieczór.
Żeby stanąć na wysokości zadania należy zatem być przede wszystkim sprawiedliwym. Poświęcać odpowiednią ilość czasu każdemu z graczy na sesji. MG nie może zatem lepiej traktować najbardziej wygadanego gracza, albo swojej dziewczyny. Prowadzący powinien również zwracać uwagę na to co ma trzymać drużynę razem. Kompletna patologią jest przeistaczanie sesji z takich czy innych powodów w teatr jednego aktora. Przenoszenie resentymentów z życia realnego na grę i odwrotnie również niczemu dobremu nie służy.
Pewnie czasami struktura scenariusza wymusza poprowadzenie jakiegoś wątku 1 na 1. Tyle, że takie sytuacje to powinny być absolutne wyjątki, odgrywane poza sesją jako na przykład indywidualne wprowadzenie postaci w grę. Niedopuszczalnym jest wychodzenie z jednym graczem podczas sesji do drugiego pokoju i prowadzenie mu przez półtorej godziny osobistego wątku. Podobnie nie wyobrażam sobie prowadzenia pojedynku postaci gracza z Bardzo Złym NPCem przez pół sesji, podczas gdy reszta drużyny zasypia z nudów. RPG to jednak gra towarzyska. Dobry MG pamięta o tym.
Po czwarte: MG nie zna słowa nie
To nie mój wymysł. Tak twierdzi John Wick w jednym z filmików na swoim oficjalnym kanale You Tube. Trudno mu w tej kwestii odmówić racji. Za tym lapidarnym stwierdzeniem kryje się kilka rzeczy. MG nie ogranicza postaci mówiąc "nie", przeciwnie mówi „tak możesz to zrobić, ale …”. Właśnie – „… ale musisz uzyskać odpowiednio wysoki wynik rzutu na kostkach”, „ale będzie to miało takie a takie konsekwencje”. Dla mnie ma to fundamentalne znaczenie ponieważ podkreśla nieantagonistyczną rolę MG w grach fabularnych. Prowadzący podkręca rozgrywkę, ale nie stosuje dyktatu pt. „ja was nauczę grać w PRAWDZIWE RPG”. Spokojnie tłumaczy zasady i daje jak największe pole do popisu postaciom graczy.
Po piąte: Pamiętaj – przesada szkodzi.
Nie lubię kiedy narracja i rozgrywka opiera się na jednym i tylko jednym motywie. Nudzi mnie to niemiłosiernie. Sesja idealna to połączenie kilku fajnych elementów : strzelanina, romans, śledztwo, intryga, pościg, zasadzka. Wszystko to okraszone mechaniką w rozsądnych dawkach, odgrywaniem postaci i wspólnym działaniem drużyny.
To by było na tyle jeśli chodzi o koncert życzeń. Pewnie mógłbym się jeszcze rozpisywać jakie konwencje i settingi lubię, a jakich nie ale w tym wypadku nie ma to większego znaczenia. Mogę się dobrze bawić na każdej sesji, na dowolnej szerokości geograficznej, prowadzonej w dowolnej konwencji pod warunkiem, że MG spełni moje skromne życzenia z powyższej listy.
Wiesz ze zapomniałeś o tym ze idealny mg to taki który kończy sesje sakramentalnym..."cos otarło sie o dno łodzi/twoja nogę/głowę/rękę...itd itp"*
OdpowiedzUsuń*niepotrzebne skreślić :)
P.
ps; niezły teks popieram w 100%
Obiecuję, że planowany Raport z sesji Thousand Thrones zakończy się sakramentalnym "coś otarło się o dno łodzi"
OdpowiedzUsuń