W ubiegły weekend zacząłem prowadzić niedawno poznanej grupie graczy. Jak już wspominałem we wcześniejszych postach poznaliśmy się przez Szperacza i od około 3 miesięcy gramy wspólnie w Warhammera. Jako że Przemkowi, dotychczasowemu MG, znudziło się mistrzowanie to na mnie padło poprowadzenie jakiejś przygody. Z racji braku czasu i weny postanowiłem skorzystać z gotowca – kampanii Thousand Thrones.
Co do samej kampanii to można ją określić jako EPICKĄ kwintesencję stylu heroic dark fantasy. W jej trakcie dzieją się rzeczy doniosłe dla Starego Świata, a gracze zostają rzuceni w wir wydarzeń obejmujących intrygę, magię, chaos i dobry, stary, sigmarycki fanatyzm religijny. Nawiasem mówiąc wybrałem do prowadzenia właśnie TT ponieważ uważam ją za najlepszą, gotową serię przygód opublikowaną w ramach 2 edycji Warhammera.
Podręcznik w wydaniu in english można dostać w kilku sklepach internetowych za dość wygórowaną cenę 100 złotych. Niestety nie ma polskiej wersji językowej ponieważ Copernicus Corporation nie zdążyło wydać polskiej edycji przed upadkiem 2ed WFRP. Samo wydanie sprawia solidne wrażenie – 250 czarno – białych stron zapisanych drobnym maczkiem zawiera 9 obszernych przygód. Wstęp składa się z krótkiego i pozostawiającego pewien niedosyt opisu Marienburga oraz zarysu całej kampanii. Poza tym podano kilka zahaczek fabularnych jak wpleść postaci graczy w główny nurt wydarzeń. Pomysły na zintegrowanie drużyny są na tyle spójne i atrakcyjne, że sam skorzystałem z tej metody. Niestety wszystkie wątki zleceniodawców niespodziewanie urywają się po kilku przygodach – widocznie twórcy uznali że drużyna nie będzie na dalszym etapie gry potrzebować dodatkowej motywacji, która utrzyma grupę w całości.
Przygody są w miarę równe i jak już wspomniałem zawierają kanoniczne elementy sesji w Warhammera : intrygę, chaos, śledztwo, kanały, szczyptę czarnego humoru, tajemne kulty i walkę z czyhającym w ciemnościach horrorem. Oczywiście jest parę potknięć w postaci zbyt wielu wątków pobocznych, które czasem za bardzo prowadzą na manowce lub momentami nadmiaru pewnych motywów co może nie trafiać w gusta wszystkich graczy. No ale jak mawiali starożytni de gustibus et coloribus non disputandum est.
W najbliższych postach zamieszczę kilka Raportów z Sesji opisujących poczynania mojej drużyny.

Zapomniałeś dodac EPICKIEJ drużyny która prawie pokonała "korzuchmena"
OdpowiedzUsuńFajnie sie czyta hey
P.
No ba! Nie omieszkam opisać heroicznych wyczynów drużyny śmiałków w Raporcie z sesji, który powinien ukazać się wkrótce :)
OdpowiedzUsuń